Z wykształcenia jestem inżynierem, ale sercem traderem. W wolnych chwilach latam dronem i kręcę filmy. To mój sposób, żeby na chwilę odetchnąć, spojrzeć na świat z góry i złapać świeżą perspektywę. Lubię balans — mocny fokus na rynku, ale też chwile oderwania, które dają dystans.
W grze jestem prawię już dekadę. Startowałem jak wielu z pazerności, bez pokory, z wiarą, że rynek da się ograć na skróty. Szybko mnie to zweryfikowało. Straty bolały finansowo i mentalnie. Następnie przeszedłem przez kilka szkoleń, które z perspektywy czasu były niczym więcej niż ładnie opakowanym placebo.
Ale nie odpuściłem. Mam w sobie coś, co nie pozwala się poddać. I właśnie dzięki tej nieustępliwości przypadkiem trafiłem do zamkniętego projektu edukacyjnego na zupełnie innym poziomie. Profesjonalne środowisko, zero przypadkowych ludzi, zero marketingowych zagrywek. Sam rdzeń. Dziś już nie prowadzą naborów. Miałem szczęście i wykorzystałem je do końca.
Szkolenie trwało niemal dwa lata. Na koniec – test. Ponad 300 osób, a ja pierwszy. Wciąż jestem aktywnym uczestnikiem tego środowiska. I chociaż jestem związany umową, to nawet gdyby jej nie było – lojalność wobec tej ekipy mam we krwi. To dzięki nim dziś jestem tu, gdzie jestem.
Nie mogę mówić o tym, czego uczę się za kulisami, ale mogę pokazać jak pracuję, jak myślę i dlaczego mindset to absolutny fundament w tej grze. Bo bez silnej głowy, żadna strategia nie ma sensu.
Może kiedyś powiem wprost, kim jestem. Na razie chcę budować swoją obecność naturalnie — przez to, co pokazuję. Przez nawyki, codzienną rutynę, podejście do rynku.
Trading to moja pasja. Dziennie poświęcam mu minimum 4 godziny – dzień w dzień, bez ściemy, od dwóch lat. Wcześniej bywało różnie. Porażki? Były. Przerwy? Też. Ale dziś to jest moja droga i idę nią profesjonalnie.
Codzienna dyscyplina w social mediach
Od pierwszego dnia projektu chcę budować z wami relację opartą na szczerości, przejrzystości i zaufaniu. Chcę być szczery. Chcę być autentyczny. Chcę, żeby każdy, kto śledzi ten projekt, wiedział, że za tym stoi osoba z krwi i kości, bez filtrów, bez masek, bez udawania. To nie kampania promocyjna. To moje życie, moja droga, mój proces.
Codziennie dzielę się moim bieganiem nie po to, by komukolwiek coś udowadniać. Robię to, żeby pokazać wam, jak naprawdę wygląda moja mentalność, bez udawania, bez pozowania. To surowa dyscyplina, która nie zależy od nastroju. Dzięki danym z Garmina mogę wam dać coś więcej niż słowa, ale realny, mierzalny dowód, że to nie są puste hasła. To konkretne, codzienne działanie. Krok po kroku, bez wymówek. A w niedzielę wrzucam na luz, to czas na regenerację, która jest niezwykle ważna w całym tym procesie.
Poranne bieganie dla mnie to nie tylko sport ale to sposób, w jaki zaczynam dzień. Ten codzienny rytuał to nie tylko ruch. To pierwszy, świadomy wybór, który ustawia mi cały dzień. Dzięki temu lepiej trzymam rytm, łatwiej odhaczam kolejne nawyki i jestem bliżej wersji siebie, do której dążę. To moja kotwica. Start, który daje mi siłę, dobry nastrój, skupienie i mentalną przewagę na resztę dnia.
Gdy pada, zamieniam bieganie na trening na orbitreku. To wciąż ta sama dyscyplina, po prostu inna forma. Niezależnie od pogody, działam dalej. I tak samo jak z biegania, będę wrzucać dane z tych treningów. Liczy się codzienna konsekwencja. Trening to trening , nieważne czy na dworze, czy pod dachem. Liczy się konsekwencja.
To moja forma szczerości, chcę być z wami w pełni autentyczny.
Nie obiecuję złotych gór. Obiecuję szczerość, dyscyplinę i rozwój. Zostań, jeśli jesteś gotów pracować, nie tylko nad wykresami, ale przede wszystkim nad sobą.
